i szczęście Gospodyni

Szybka notka. Pamiętacie Floro???

DSC04303

Dziś Floro i ja, Przemek i jego Specialized pognaliśmy przed siebie. Na małą przejażdżkę na powitanie wiosny. Poczułam, że żyję! Mam wielki niedosyt. Ja po prostu kocham jeździć na rowerze.

      DSC04308 

Nie mogłam uwierzyć w to, że pedałuję i nie mam nic do zrobienia w domu. W to, że nie muszę się spieszyć i planować. Tylko my, słońce i asfalt. Nie potrafię nawet napisać, jak cieszyła mnie ta krótka przejażdżka. Trzymajcie kciuki, by ta wiosna i nadchodzące lato obfitowały w wiele takich chwil!

DSC04304

radość Gospodarza

Ostatnio pisałam o „wielkiej” wiosennej wyprawie po krzaczki i sadzonki. Dziś mogę już dać Wam znać, że kolejny projekt ma się ku końcowi. Jeszcze tylko kilka sadzonek świerków i na tę wiosnę powinno starczyć.

Po ogrodniczej burzy mózgów wybraliśmy nowe krzewy i drzewa, które Przemek z wielkim zapałem zasadził. Ja ograniczyłam się do wskazywania palcem „tu forsycja”, „tam dwie mahonie i czerwony berberys” :). Cała reszta to cięzka praca Przemka. Z drugiej zaś strony już dawno nie widziałam, żeby coś Go tak bardzo cieszyło. Zapuszczamy korzenie – dosłownie i w przenośni :). To bardzo miłe uczucie! Nasi nowi lokatorzy w Smolnikowych Klimatach to przepiękne forsycje:

                                              DSC03972   DSC03943

Mahonie:

DSC03951

Derenie jadalne i pigwy:

   DSC03978

Stowrzyliśmy Aleję Malinową :):

DSC03987

Oraz świerkowy zasadził Przemek żywopłot, ponadto wyznaczył kilkuletnimi świerkami parking (te ukośnie sadzone):

      DSC03983   DSC03981

Moja doniczkowa praca to nic w porównaniu z Przemka dziełem, ale chyba ładnie wyszło:

      DSC03961   DSC03960

DSC03959

DSC03962

 Już nie „obstrykałam” jabłonek, gruszy i wiśni, bo trafił mi się nieprzeciętny okaz do sfotogafowania… Wybaczcie, ale chyba zroumiecie, jak zobaczycie kto się u nas jeszcze zadomowił :).

    DSC03997   DSC03998 

Siedzi sobie i pohukuje ślicznie od kilku dni. Dziś ją/go w końcu zobaczyliśmy :). Jak się zadomowi na dobre trzeba będziedać jej/mu imię. Jakieś pomysły?

wiosna, wiosna, czy to Ty?

DSC03889

Dziś zaczynam zdjęciem. Czosnek niedźwiedzi rośnie i pachnie! Potwierdza nadejście i obecność wiosny. W zeszłym roku miałam go dosyć. Wszechobecność czosnku była zbyt intensywna 🙂 – w lesie, w kuchni w rozmowach. Musiałam od niego odpocząć, zatęsknić za nim i spróbować takiego listeczka prosto z „ziemi”, by zrozumieć jak bezcenny jest wiosenny smak bieszczadzkiego CZOSNKU NIEDŹWIEDZIEGO.

Wszelkie znaki na niebie i ziemi dowodzą, że nastała wiosna. Dlatego też wybraliśmy się dziś na zakupy sadzonkowo-ogrodnicze. Sami do końca jeszcze nie wiemy, jakie nowe roślinki zamieszkają w Smolnikowych Klimatach, lecz wiemy co nam się podoba. Oglądanie drzewek, krzaków i krzewów może być ciekawe. Dziś zakupiliśmy kilka ciekawych okazów, które teraz czekają na zasadzenie i póki co ich domem jest Izba Biesiadna.

Mamy jabłonki, rodzące moje ubione jabłuszka – LOBO, malinki – czerwone lipcowe, czerwone jesienne i złote, jest i grusza i wiśnia. Co do malin to będzie ci u nas ich w bród. Mniej więcej 90 krzaczków – Przemo OSZALAŁ :).

DSC03905

Ach… Nie zapominajmy i o żurawinie!

Żeby nie było… Kto mnie zna, ten wie, że ja nie jestem z tych kochających „grzebać w ziemi”. Staram się jednak jak mogę! Przygotowałam sobie piękne donice, zakupione w „Regionalnej Fundacji Pomocy Niewidomym/Warsztat Terapii Zajęciowej w Zawierciu” – polecamy!!! 

DSC03869   DSC03897

Przesadzam, rozsadzam, kupuję sadzonki. Bedą pelargonie, szfirki, stokrotki, słoneczniki, a no i maciejka też!

   DSC03926   DSC03929

                                                                      DSC03919

Niech teraz już tylko śweci słońce, byśmy mogli zasadzić nasze nabytki i cieszyć się ich widokiem, a z czasem i owocami :). 

Wiosna!!!

bańki mydlane

Czas…

Mówi się, że „każdy ma jakieś swoje…”. Cokolwiek pod tym stwierdzeniem kryć się może: nawyki, przemyślenia, lęki, zwyczaje, obawy. Mnie często zaprząta głowę wątek czasu… Mam z nim pewien problem! Pomijam już nawet fakt, że zawsze brakuje mi 5 minut, by wszystko było perfrkcyjne z mojego punktu widzenia, by coś dokończyć i się nie spóźnić :). Zdarza mi się pomyśleć o nim źle w swoje urodziny, ale jakoś mnie wiek nie przeraża od kiedy stuknęła mi 30-dziestka i żyję dalej jakby nigdy nic ;).

Czas…

Ostatnia wizyta moich Rodziców i Olci sprawiła, że pomyślałam, iż czas to taka bańka mydlana. Ola puszczała bańki codziennie i sprawiało jej to wielką frajdę, a jej szczery, dzięcięcy uśmiech i entuzjazm udzielał się i nam. 

DSC03570

DSC03594

Czasu zawsze za mało…

Tak jest z każdą bańką i z każdą wizytą – Rodziców (przypomnienie – sztuk 4 – Siudaki i Szczygły), Rodziny akademickiej (sztuk wiele i więcej ze względu na potomstwo), amerykańskiej (kolejna tura odwiedzin już niebawem 🙂 ), przyjaciół. Stąd to bańkowe porównanie. Wydawać się może, iż 10 dni w otoczeniu najbliższych ludzi to dużo. Napięcie rośnie, zniecierpliwienie niewspółmiernie do niego, aż w końcu SĄ! Przyjażdżają do Smolnikowych Klimatów ukochani ludzie i witamy się czule, śmiejemy, rozmawiamy, czasem na siebie wzajamnie złościmy („no bo >>każdy ma jakieś swoje…<<” 😉 ) i „bum” – doskonała bańka pęka! Uderza o zimię i już jej nie ma – czas pakowania i pożegnań. Cisza w domu… Tochę smutno, bardzo żal.

Bańki mydlane…

Ola wylewała notorycznie płyn z buteleczki – z podekscytowania :). Tak ją te bańki cieszyły, że skakała i skakała, aż oblewała się „bańkowym” płynem i więcej tego dnia nie mogła ich puszczać. Troszkę ją to smuciło, jak mnie pożegnania… Każdego jednak dnia pobytu bańki puszczaliśmy…

DSC03856

I teraz jest dla mnie ten czas wylanego płynu, a jutro ktoś „kupi” nowy i radości będzie co niemiara! „Kurde, jakoś tak dziwnie bez nich” – właśnie stwierdził Przemek :), ale już w czwartek  Juniory, Grześki, Wykroty i Jurki plus Justynka będą u nas!!! Czas na II Doroczny Zlot „W Poszukiwaniu Czosnku Niedzwiedziego” :).

I tak z Jadzią puszcza się najfajniesze bańki. Nie ma jak z Mamą!!!

DSC03859

Wiemy jednak, że przybywająca do nas wataha sprawi, że kolejny weekend będzie REWELACYJNY!

„w marcu, jak w garncu”

Dosłownie!!! Po rozpoczętym przedwczoraj sezonie wiosennym nastał u nas czas dzikiej bieszczadzkiej zimy :). Poranek nie był zbyt słoneczny i wyglądał mniej więcej tak:

DSC03782

Aż samej ciężko mi uwierzyć, że po tygodniu tak wiosennym wróciła zima. Szczerze przyznaję, iż nie wierzyłam prognozom pogody, które zapowiadały śnieg :). Chyba z resztą nikt nie wierzył, bowiem na oponach letnich „śmigają” wszyscy sąsiedzi i znajomi :).

No, cóż… Taki miesiąc i już :). Pewnie nie zostanie z nami ten puch za długo, bo raczej mokry jest, a temperatury dodatnie, ale dzisiaj wygląda on bajkowo :).

   DSC03793   DSC03795

                                                                       DSC03783

mission accomplished

Uff… Chłopaki jescze dopieszczają ostatnie detale, ale ja już doczekać się nie mogłam, żeby się z Wami podzielić :). Projekt zakończiny/mission accomplished! Chałupa prezentuje się „jak malowana” 😉 w pełnym smolnikowym słońcu.

DSC03680

Niby szybko nam poszło, ale trochę to jednak zajęło. Pewnie gdybyśmy nie mieli pomocy, to dziś zaczynalibyśmy malować fugi, a tu wszystko zrobione! Włącznie ze zgrabieniem podwórka i „omiecemiem” wokół domu. Jest po prostu pięknie!!! Wiosnę w Smolnikowych Klimatach czas rozpocząć.

Wczorajszy dzień był chyba najintensywnieszy – każdy dostał jakieś zadanie do wykonania. Przemek grabił wokół domu, ja zamiatałam „kamyki”, a Tata malował murek, kiedy Mama krzątała się w kuchni. 

  DSC03547   DSC03662

 

                                                      DSC03677 

 

                                                                 DSC03695   

Jak wspomniałam wcześniej otwieramy dziś sezon wiosenny. Zrobimy użytek z cudownej pogody i zasiądziemy przy ognisku.

DSC03684

Będzie dziś o czym pogadać, bo dokładnie rok temu jechaliśmy z całym „majdanem” do Smolnika. To był dzień naszej przeprowadzki – 14 marca, a dnia następnego oficjalnie staliśmy się właścicielami naszego domu :). Wtedy tak:

100_2162

A dzisiaj tak:

DSC03694

już po

Opadają emocje :). Mieszają się wciąż jednak we mnie, jak koktajl. Jeszcze nie wiem, czy dobry, czy ten, który sprawia, że głowa boli następnego dnia rano. Jedno jest pewne. Czas zabrać się do pracy, czytać i uczyć się. Mam materiały i notatki:

DSC03490

Przyszła pora zabrać się za anatomię (!!!). Aż ciężko mi uwierzyć, że w wieku 32 lat będę się jej uczyć… Prawdą okazuje się powiedzenie, że na naukę nie jest za późno NIGDY     :). Oj, od tego na pewno rozboli mnie głowa :).

Co do wycieczki jednak. Kraków magiczny… Pierwszego dnia zobaczyłam tyle:

DSC03458   DSC03452

To widok z pokoju hotelowego. Wieczorem urzekły mnie takie prawdziwe firanki w oknie, a rano zaskoczył fakt, że to tylko DUŻE MIASTO, gdzie niebo wygląda tak: 

 DSC03466

I choć to niebo krakowskie troszkę inne jest od bieszczadzkiego ;), to wciąż w Karkowie najpiękniejsze są kamienice:

DSC03470

Reasumując względem punktu najistotniejszego, czyli kursu. Czas przyswoić sobie inne – nowe – widzenie Pilates niż to, którego Jenn i Kate mnie nauczyły. Znajoma wiedza w nowym wydaniu. Przyznam, że w całej tej przygodzie najciężej jest mi się pogodzić z tym, że Pilates stało się trochę „przedmiotem” szkolnym. Nie zapominam jednak, że to moja pasja. Mam nadzieję, że pewnego dnia będę miała piękne studio, gdzie każdy spojrzy na siebie w lustrze i gdzie śwatła dziennego będzie moc. Tak jak tu:

DSC03486

Sala ćwiczeń jest super! Na prawdę rewelacyjna.

DSC03483   DSC03491  

Za miesiąc ciąg dalszy :). Najtrudniejszy jest zawsze pierwszy krok, a ten już za mną!

Dzień Kobiet

Jedni mówią „przeżytek”, inni „komunistyczne święto”, a ja wciąż i zawsze uważam, że to bardz miły dzień! Każda okazja do świętowania jest bowiem dobra :).

Kochane Panie, życzę Wam – i sobie, może troszkę nie skromnie, ale co tam 😉 – cudownego wiosennego dnia!

Unknown

P.S. Dziś są Schnappsa pierwsze urodziny!!! Jemu też się kwiatek należy :). 

spadek formy :(

Od wczoraj jakoś nas dopadło… Macie czasem takie dni, że nic nie wychodzi? Zmęczenie materiału objawiło się bólem głowy i oczu – chyba dało sie we znaki czyszczenie bali. Przy ich szlifowaniu pył unosi się wszędzie w ilościach niezmierzonych. Włazi do nosa i oczu, a organizm póżniej reaguje.

      DSC03323   DSC03325

Ponadto bolą trochę ręce, bo pozycja w jakiej trzyma się „urządzenie” szlifujące do najwygodniejszych nie należy. 

Trzeba było się jednak wczoraj zmobilizować, bo nie wiele do oczyszczenia zostało. Przemo złapał więc za wiertarę, gotów działać dalej, a ta… Zero reakcji! Totalny brak współpracy 🙂 – popsuła się. No i jeszcze siąpić zaczęło.

Do tego wszystkiego polska biurokracja… Załatwianie spraw w urzędzie to jak „Syzyfowa praca” :). Wszystko spadło na nas w ten wczorajszy dzień.

Przemek ogólnie rzecz biorąc należy do wytrwałych i cierpliwych, więc nie poddał się. Pożyczonym sprzętem dokończył czyszczenie i zabrał się za malowanie ściany południowej.

   DSC03435   

DSC03431

 

Ja „odespałam” ból głowy, lecz w obawie przed pyleniem zostałam w domu. Posprzątałam pokoje, przygotowałam wszystko na przyjazd poniedziałkowych Gości, a także tych niedzielnych. Ci drudzy wielce są wyczekiwani w Smolnikowych Klimatach, bo to Moi Rodzice i Olcia – bratanica 🙂 🙂 :). Będzie się działo!

Jak więc widzicie nie każdy dzień wita nas słońcem i szronem :). Są i takie, kiedy człowieka chce skręcić z niemocy, bo ani wiertarki magicznie nie uleczy, ani pogody nie zmieni, a co do funkcjonowania urzędów, to chyba najlepiej zwyczajnie pogodzić się ze stanem istniejącym. 

Pocieszający jest fakt, że chałupa już cała wyczyszczona i teraz zostało najprzyjemniejsze – malowanie. Cały ten mozolny proces czyszczenia sprawił, że odnaleźliśmy bal „perełkę”. Przez ten prwie rok nie zauważyliśmy, że zostawiono taki mały kawałek oryginału, gdy remontowano chłupę lat temu prawie 20. My też zostawiamy ten bal w stanie nienaruszonym. Tak ku pamięci :).

DSC03434

fotograficzny skrót dnia

Wiosenny dień, po prostu PRZEpiękny :). Od samego rana niepowtarzalny. Szron i słońce – do takiej scenerii się obudziliśmy. Widok z Bielonej:

DSC03342   DSC03344

I z Biesiadnej Izby.

DSC03346

Gdy tylko słonko przygrzało z kawą w reku wyszłam do „ogródka” pooddychać. Tam czekały na mnie…

DSC03335

ŁUBINU pierwsze listki.

Potem spacer.

Zapach czosnku niedzwiedziego unosił się w powietrzu. Choć smakuje zawsze, to te pierwsze listeczki są najpyszniejsze.

DSC03360   DSC03363

Psiaki kochają spacery i Osławę.

DSC03366   DSC03378   DSC03385   DSC03377

Brody, a właściwie pierwsza z nich:

DSC03375   DSC03373

I jaką radość sprawiać może woda :). Schnapps i Alta, Alta i Schnapps.

DSC03388   DSC03389

Przemek i ja.

DSC03395   DSC03392

Dobranoc :).