graciarnia

Amerykanki często mówią:

„One woman’s trash

Is another woman’s treasure.”

Wiele w tym racji! Zwłaszcza gdy uogólnić niniejszą prawdę na płci obie, wychodzi na to, że to, co jedni wyrzucają, inni cenią i nadają mu wtórne życie. W myśl niniejszej zasady sanocki skansen zorganizował lokalną letnią imprezę pod szyldem „Galicyjskiej Graciarni”. W trzecią niedzielę każdego letniego miesiąca, poczynając od maja, rynek galicyjski sanockiego muzeum tętni życiem na nowo. Zamienia się w targowisko pełne śmieci=skarbów, które za mniejsze lub większe pieniądze można zakupić i zabrać ze sobą do domu. Od starego garnka i wagi, przez zegary, zegarki i zegareczki (DZIAŁAJĄCE!!!) po bibeloty z babcinej szuflady, ale i nowe rękodzieło stworzone na bazie zapomnianych przez kogoś surowców. Po prostu cuda, cudeńka!

DSC00445

DSC00439

DSC00443

W ubiegłą niedzielę odnalazłam dwa stoiska, od których nie mogłam odejść. Okazuje się, że są „wariaci” kochający rowerowanie na tyle, by ów motyw wplatać w wykonywaną przez siebie ceramiczną BIŻUTERIĘ! Rzecz jasna nie mogłam od tego ślicznie zorganizowanego kramiku odejść z pustymi rękami 🙂 🙂 🙂 . Przemo zostawił mnie i poszedł „w długą” szukać staroci, a ja wybierałam między zawieszkami, magnesami, kolczykami i broszkami. What fun it was!!! Para dla mnie, para dla Andrei, no i magnes dla Jess… W Ameryce takich nie mają, ale już niebawem będą mieć. Spakowane i gotowe do wysłania 🙂 . Zakochałam się w tych drobiazgach. To dopiero początek mojej kolekcji – coś tak czuję…

DSC00462  DSC00458

Kilka kroków dalej kolejna perełka. Stare „pokornikowe” drewno, które tak lubimy, ktoś zbiera, restauruje i zbija w bardzo gustowne ramy, oprawy luster, wieszaki i tym podobne przedmioty użytku codziennego. Ciężko się zdecydować i wybrać jakieś jedno, czy dwa cuda „z innej bajki”.

DSC00454

Mówię Wam, w głowie się kręci! 

DSC00450

I choć wszystkie moje zeszłoniedzielne odkrycia zakupić można codziennie w Internecie, to w otoczce skansenowego ducha wszystko jakoś pięknieje jeszcze bardziej i nabyte przedmioty nabierają magicznej wartości. Internetowe zakupy są jakieś takie bezduszne – wybierz, kliknij, kup… A na galicyjskim rynku trochę pogaduszek, trochę spokań i dużo historii. Świetna inicjatywa! Sanocki skansen to bez wątpienia wizytówka tego miasta.

Pojawiło się w poście „selfie” 😉 , więc tak przekornie i w nawiązaniu do poprzedniego posta

Dajemy tej imprezie:

Zrzut ekranu 2015-06-18 o 23.08.52

wielkiego LAJKA ;). 

FB

Gdzieś mi się czas zawieruszył. Straciłam jego rachubę 🙂 . Czy ktoś też tak czasem ma? Kiedy zaczyna się wir lata, zdarza mi się zapomnieć jaki mamy dzień tygodnia. Skupiam się głównie na tym, żeby śniadanie było na czas, żeby było pyszne, żeby obiad gorący czekał na wygłodzonych piechurów. Odmierzam upływające dni wizytami dostawcy warzyw – poniedziałek i czwartek 🙂 . Muszę pamiętać ilu mamy wegetarian, ilu „mięsożerców”, kto z glutenem może, a kto bez. Zapisuję, dzwonię, zamawiam, wysyłam Przemka „z kartką na zakupy” 😉 .Taka ogólna organizacja. Zanim jednak machina wróci na swoje tory i stanie się to moją letnią codziennością, a wir przestanie wirować, łapię się na tym, że od ostatniego posta minęło – bagatela – 12 dni. To dużo czy mało? Niby mało, ale w tych 12 dni tyle się wydarzyło! Tylu nowych, „richtig fajnych” ludzi poznaliśmy, a oni wszyscy i wielu innych jeszcze nam nieznanych, klikają sobie na naszym fanpag’u taki to niby mało znaczący guziczek:

Zrzut ekranu 2015-06-18 o 23.08.52

Dziś wielkie święto na „fejsie”. Okrąglutkie i tłuściutkie 1 800 „lajków” 🙂 🙂 🙂 .  

Zrzut ekranu 2015-06-18 o 22.54.25

Dzięki, dzięki, dzięki!!!

na wypasie

Na wypasie przyłapaliśmy dzisiaj, nie krowy, nie kozy ani owce, a… pszczoły!!! Pasły się w pasiece u Pasiniewiczów 🙂 . Poważnie! 

IMG_0819

IMG_0815

IMG_0811

To ekologiczne i naturalne źródło miodu jest jedynym, w którym zaopatrujemy się w ów szlachetny złocisty skarb natury. Wyznając wierność zasadzie, że „my jemy to, co Goście, a Goście jedzą to, co my” i  stołujący się u nas domownicy mają w udziale przyjemność kosztowania miodu od Pasiniewieczów.

Adaś i Ania o pszczołach i miodzie mogą długo i dużo opowiadać, bo jak to u Pasiniewieczów, a znamy ich kilku ;), pasja = sposób na życie 🙂 . Z pasieki trafia do nas nie tylko patoka, ale i świece z naturalnego wosku pszczelego. Różnorakie: pływające, zamknięte w szkle i świąteczne, ale i wykonane z węzy.

DSC06635

DSC05069

No dobra, wiem… Nie każdy lubi miód. Mojego Taty za żadne skarby na świecie do zjedzenia choć ociupinki nikt nie namówi. Sama z resztą jako dziecko miodu nie lubiłam, no ale z wiekiem człowiek – Bogu dzięki 😉 – mądrzeje. Napiszę więc może tak… jak by człowiek nawet tego miodu nie lubił, to jednemu zaprzeczyć nie da rady. Bieszczadzkie pszczoły żyją sobie w małym lokalnym raju, chyba nawet nieświadome swojego szczęścia. Kto może pochwalić się taką miejscówką na życie jak one? Nie jeden mieszczuch zamieniłby swoje nowoczesne M4 w centrum miasta na takie właśnie bieszczadzkie „zadupie” 🙂 .

IMG_0818

IMG_0814

IMG_0813

I kto mi powie, że Bieszczady to nie kraina miodem płynąca???

czerwiec

Ostatnie tygodnie szkoły… Pierwszych kilka dni bez deszczu 🙂 . Ciepło i kwitnąco. Świętują dziś dzień swój wszystkie dzieci. Dorośli też powinni, bo przecież i oni są dziećmi. Wszyscy jesteśmy, więc uznajmy 1 czerwca za swoje święto bez względu na wiek 🙂 . 

Maj za nami… Wydaje mi się, że w tym roku przypadła nań pora deszczowa 😉 . Uśredniając padało 5, czasem 6 dni w tygodniu, co sprawiało, że wszytko w koło się zieleniło, ale i… rosła trawa. I to w zabójczym tempie. Słoneczne dni zdarzały się chyba tylko po to, byśmy mogli tę trawę skosić, a i tak pod koniec „rytuału” koszenia zanosiło się na deszcz i cała historia zataczała kolejne koło. 5 dni deszczu – koszenie – 6 dni deszczu – koszenie – i tak dalej, i tak dalej, i tak dalej 🙂 … 

Miałam dziś okazję obudzić się wcześniej niż zawsze. Wsiąść w samochód i pojechać, popatrzeć na czary, jakich dokonał maj. Warto było przetrwać porę deszczową 🙂 . Dać Matce Naturze czas i pozwolić działać wedle własnego planu. O ile te pierwsze słoneczne promienie tak miłe są zawsze naszej skórze, po zimie, która każe nam chować się pod warstwami ubrań, o tyle woda daje życie. Dowód na to znalazłam dziś rano.

DSC00398

DSC00406

DSC00410

DSC00414

DSC00408

Nawet koty przestały „drzeć ze sobą koty” i każdy z osobna chłonie błogi ciepły dzień.

DSC00400

DSC00357

DSC00371

Wybaczcie więc majowi, bo dokonał cudów. Czerwiec niechaj zaś nadrabia straty w nasłonecznianiu ziemi i nas 🙂 . Ot, równowaga!