„w dechę”

Pamiętacie takie powiedzenie? Kiedyś, kiedyś tak się mówiło… Zanim coś było „cool”, było „w dechę”, a teraz jakie jest, nie wiem :). Jakoś omija mnie slang młodzieżowy, to chyba oznaka starzenia :). 

U nas jest ostatnio „w dechę” w każdym razie :). Dużo pracy w drewnie znaczy.

DSC06978

Zaczęło się od znaku „Gospodarze”, by nadać odpowiedni kierunek krokom naszych Gości. 

DSC06813

Zdarzało się bowiem, że niczego nie świadomi Goście, z narażeniem życia przekraczali próg niewidzialnego ogrodzenia dla naszych psiaków i obdarowywani zostawali lawiną miłości Alty i Schnappsa, do których dołączył obecnie Zigur (leciwy, mądry owczarek niemiecki). Przyznaję, iż nie lada muszą mieć odwagę, Ci kierujący swoje kroki do drzwi tarasowych zamiast wejściowych, bowiem choć nasze czworonogi do groźnych nie należą, to są dużymi psami i potrafią szczekać, jak szalone. Ponadto Schnappsie skacze i daje buziaki prosto w usta :). Dla nas to norma, ale dla niczego nie podejrzewających podróżników może to być szok.

W końcu był czas zamontować także „wizytówki” nad drzwiami. 

      DSC06966   DSC06968                                       DSC06971   

DSC06974

DSC06976

To jednak nie wszystko! Schnappsie już od listopada ma swój domek na dworze. Alta i Zigur czekali na swoją kolej i z powodu wielkiego Alty lęku przed letnimi burzami doczekała się ona swojej budy. 

 DSC06940DSC06947

DSC06948

                          DSC06951   DSC06954

Dokończenie dachu przełożyliśmy jednak na termin późniejszy… Mały wypadek przy pracy sprawił, że zapał i chęci nieco opadły.

DSC06944

Przemek ma guza, ale wdzięczność Alty wynagrodziła ból.

Tyle u nas :). 

2 myśli nt. „„w dechę”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

− 7 = 2