bluszcz

Jakoś inaczej się zrobiło. Lubię kiedy tak się dzieje – niby wciąż ciepło i lato, ale dzwonek szkolny bardzo dokładnie odmierzył koniec wakacji. Ucichł gwar w domu, bo choć jest wciąż pełen, to szalonych maluchów mało u nas obecnie gości. Jakiś taki spokój mimo niekończącej się listy rzeczy do zrobienia i projektów do dokończenia zanim zrobi się zimno.

Siedzę sobie z popołudniową kawą, patrzę przez okno i myślę. Znów lato uciekło gdzieś między dobrym początkiem rowerowego sezonu, spotkaniami z Gośćmi, gotowaniem i innymi „codziennościami”.  W Jackson mieliśmy za oknem brzozę, którą obserwowaliśmy bacznie. Jej pierwsze pączki zwiastowały nadejście wiosny, cudownie zielone liście podziwialiśmy latem, ich zaś szelest i żółć zapowiadały jesień, a co dalej sami wiecie. Ogołocona stała sobie pod śniegiem czekając na kolejną wiosnę.

Tu za oknem mamy bluszcz. Brzydki on strasznie jest zimą :). Nie przykrywa go bowiem śnieg i wisi tak sobie po prostu, jak gdyby ktoś zapomniał obciąć opadłe z liści gałęzie. Trochę jak z horroru ;). Zieleni się jednak wiosną i pnie w górę i na boki latem. W tym roku przybyło go sporo, bo lato mieliśmy wilgotne i słoneczne. Rósł sobie na potęgę! Spoglądam sobie teraz na „bluszcza”, a on szepcze do mnie, że czas jesieni już za rogiem.

Jeszcze kwitną mieczyki, pelargonie i lilie mają się świetnie, a i słonecznikowych kwiatów się doczekałam tą późno letnią porą, ale on – bluszcz – nie pozwoli się oszukać.

DSC07712

             DSC07706   DSC07715   DSC07709

DSC07721

Może to i lepiej… Czas przypomnieć sobie kolory jesieni.

DSC07724

2 myśli nt. „bluszcz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

96 − = 86